Gdy jest dobrze – to jest dobrze. Dobrze w środku – bo czujemy spokój. Dobrze na zewnątrz – bo dostrzegamy synchronizację. Ten moment, gdy wszystkie okoliczności działają na naszą korzyść niewielkim wysiłkiem po naszej stronie.

Gdy zaczyna dziać się źle – wtedy dopiero masz okazję wykazać się wiedzą na temat wszystkich książkowych definicji o szczęściu, przyciąganiu czy ZARZĄDZANIU EMOCJAMI.

Bo przecież – gdy jest dobrze – jest łatwo. Wtedy chętnie podpisujemy się pod stwierdzeniami, że wzięliśmy odpowiedzialność za swoje życie, za swoje wybory, za efekty.

Gdy jest jednak ciężko – wtedy mamy tendencję do szukania winnych dookoła. Na coś zawsze wygodniej zrzucić ciężar, obarczyć winą i wytłumaczyć sobie w głowie, że to przecież nie my, że to nie nasze, że to ktoś inny zawinił. Zamiast – zajrzeć głęboko w siebie i wyjść z tego silniejszymi. Stosując w praktyce rozwój mentalny i duchowy.

***

Gdy byłyśmy na Super Soul Sessions w 2015, organizowanym w UCLA (Los Angeles) – Oprah Winfrey zaprosiła na scenę kilkoro swoich przyjaciół. Jednym z nich jest Michael Bernard Beckwith. Może kojarzysz – ten z długimi dredami – występował w filmie „Sekret”.

To było jedno z wystąpień, które poruszyło nas obydwie bardzo głęboko.

W skrócie. Mówił on – dla zobrazowania i uświadomienia odbiorcom, na jakim są etapie – o 4 stanach wchodzenia po drabinie świadomości.

Pierwszy z poziomów to poziom OFIARY. To ten stan, w którym czytasz książki, ale jeszcze szukasz winnych na zewnątrz. Mówisz sobie, że „to on jest złym partnerem”, „to ona zawaliła projekt” lub „to jej obecność sprawia, że czuję się źle”.

Zatrzymując się w tym stanie świadomości, ciężko jest dostrzec PRAWDĘ. Raczej buduje się „swoją własną prawdę” na wklejonych od pokoleń przekonaniach, wierzeniach, mentalnych blokadach lub NIEPRZEPRACOWANYCH TRAUMACH.

Nie jest łatwo wyjść z tej roli. Szczególnie, że trzeba to zrobić we wszystkich sferach życia, aby uznać i zobaczyć trwałe zmiany wewnętrzne, dzięki którym umie się „robić szczęście na co dzień”.

By przejść na wyższy poziom, musimy nie tylko nauczyć się, ale też zastosować w życiu zasadę, że wszystko o czym myślimy i co mówimy na głos ma moc sprawczą przyciągania (wibracje). I że to EMOCJE oraz wybór JAK ZARZĄDZAMY TYMI EMOCJAMI są kluczowe dla dalszego rozwoju.

Opowiadając nam o 4 stanach (nie opiszę Ci kolejnych 3 bo nie są tematem tego wpisu), Michael mówił też o tym, że na każdym z nich musimy coś „PODDAĆ”.

Drogą do drugiego poziomu jest poddanie potrzeby kontrolowania. Kontrolowania sytuacji. Kontrolowania innych ludzi, ich sposobu działania, myślenia, odczuwania. Umiejętność odpuszczania zyskuje się w miarę zauważania w sobie powtarzających się schematów (lekcji) i świadomego wyboru innych – niż dotąd – reakcji. Emocjonalnych i w działaniu.

***

Odnieś to do ostatnich doświadczeń Twojego życia.

W jakiej sytuacji – tej ciężkiej – próbowałaś w swoim umyśle i przez wybór narzucanych od pokoleń przekonań – zdjąć odpowiedzialność z siebie i wręczyłaś ten order komuś innemu?

Jeśli mówisz sobie, że bierzesz życie w swoje ręce, a gdy sprawy nie idą po Twojej myśli – wybierzesz cofnąć się i skulić w tym, co stabilne lecz chu*owe? A może jednak przyszło to ponownie, bo czemuś większemu od Ciebie naprawdę zależy na Twoim rozwoju i to jest właśnie sposób w jaki dostajesz znaki?

***

To była lekcja, jaką ja głęboko odebrałam kilka lat temu, kiedy pewnego dnia obudziłam się z bólem głowy w prawej skroni i ten ból nie opuszczał mnie przez kolejne dwa lata. Ani na chwilę. Był nocą. Był rano. Był w czasie pracy. Był wieczorem. Był w dni wolne i te pełne spotkań.

Swoje poszukiwania zaczęłam od tego, co znałam.

Lekarze, badania. Leki. Jeszcze więcej badań. I żadnej diagnozy.

I choć przyjaciele mówili mi, że mam zajrzeć w siebie, że to dzieje się po coś, że może pora zaufać w pełni i w pełni uwierzyć, że to jest coś ważnego – na początku odrzucałam ten koncept. Choć oczywiście teorii na temat rozwoju duchowego i samo-uzdrawiania znałam już wiele.

W pewnym momencie byłam już tak wycieńczona fizycznie i emocjonalnie, ze jedyne co mi pozostało to poddać się. I poddać to, co mnie trzymało. W tym poddaniu była metoda. Zaczęłam regularnie oddychać głęboko, wprowadzając się w stan medytacji. I dzięki temu mogłam wyciągnąć sobie z głowy to, co sama sobie nawkładałam przez stres, wyimaginowane oczekiwania.

I mogłam uwierzyć. Że to dla mojego dobra. Abym wybrała inaczej. Świadomie. I odtąd, aby ta wiara była ze mną zawsze, kiedy bywa ciężko.

Czy musisz czekać, aż mur zawali Ci się na głowę zanim zrozumiesz, że wszystko masz w sobie i wszystko wychodzi od Ciebie?

***

Dziś, kiedy ktoś mówi mi, że coś innego albo ktoś inny go zdenerwował, wiem (i czasem mówię), że przecież nikt Cię nie może zdenerwować. Ty sobie pozwalasz się zdenerwować, na bazie historii (interpretacji), jaką budujesz sobie w głowie o danej osobie czy sytuacji.

Dziś, kiedy ktoś mówi mi, że ktoś inny rzucił na niego „czar”, blokadę, złą energię – wiem, że nikt inny nie ma większej mocy sprawczej niż Ty, aby coś Ci wszczepić czy na Ciebie narzucić. Jeśli tak masz, że czujesz negatywną energię, to znaczy że jesteś na to podatna i coś jeszcze masz w sobie otwartego na przyciąganie złych energii.

I to ciekawe, bo ostatnio ten temat pojawił się w kilku rozmowach pomiędzy moimi przyjaciółmi.

***

Gdy jest dobrze – to jest dobrze.

Gdy dzieje się źle lub chociażby zaczyna dziać się źle – wykorzystaj ten kryzys dla kolejnego skoku kwantowego w Twoim rozwoju. Zrób to świadomie – dokładnie z taką intencją. Nie zawsze musisz wiedzieć, w jakim kierunku coś pójdzie i dlaczego w ogóle się dzieje. Ale pójdzie najlepiej dla Ciebie, jeśli w to uwierzysz i z taką intencją do tego podejdziesz. To jest właśnie to „poddanie” z wolą i wiarą w najlepsze rozwiązanie.

Ot cała instrukcja świadomego zarządzania Twoimi emocjami – ku robieniu szczęścia na co dzień.

***

I oczywiście – nie obiecuję Ci, że na tym wyższym poziomie (na haju) będziesz już zawsze – po jednym sprawdzianie, po którym uznasz zdanie na piątkę. Życie to stała zmienna. Im więcej praktykujesz, tym częściej będzie dobrze – nawet gdy będzie ciężko.

Niech się dzieje. Dobrze.
Honorata