Każdy z nas ma lub miał w przeszłości jakiegoś idola.

Często dla rożnych sfer życia dobieramy sobie różnych idoli. Mówimy sobie:

-ja też bym tak chciała
-chcę być tak, jak on/a
-dlaczego ja tak jeszcze nie mam/ nie umiem
-ale on jest genialny

Te i inne porównania – w zależności od świadomości o sobie – sprowadzają nas do wkładania się w określone role. Role i zachowania podobne do tego, jak (według naszego tylko wyobrażenia – nie faktycznej wiedzy) działa nasz idol.

Role te bardzo często mają niewiele wspólnego z tym, kim naprawdę jesteśmy, z tym jak odczuwamy i jak głęboko w środku definiujemy sami dla siebie znaczenia wielu spraw.

Na przestrzeni kilku ostatnich lat mam okazję obserwować wielu swoich znajomych czy klientów, którzy do osób bardziej znanych w świecie medialnym (media społecznościowe lub tradycyjne) podchodzą jak to guru czy bogów.

Moje podejście zawsze było nieco inne. Rozumiem, że ktoś bardziej znany wybrał taką właśnie drogę dla siebie i to jest część jego pracy. Prawdopodobnie ten człowiek też od czegoś ucieka. Jak my wszyscy. Uciekamy od świadomości o sobie i swoich emocjach.

Od czasu przeprowadzki do Warszawy w 2014, często poznaję czy czasem nawet wpadam na znane medialnie nazwiska.

Gdy patrzę na tych ludzi, którzy mnie osobiście inspirują, staram się raczej patrzeć na działania pomiędzy i decyzje stojące za tymi działaniami, niż konkretnie na daną osobę w światłach reflektorów.

To podejście nie tworzy niewidzialnej bariery, która wiele osób stawia w niższej pozycji wyjściowej wobec idola postawionego na piedestale.

Często obserwuję, że przez taką mentalną barierę – która powstaje tylko i wyłącznie przez rzadko trafną ocenę i brak świadomości o własnym, głęboko drzemiącym potencjale – ktoś wręcz boi się podejść do idola i porozmawiać (poczucie gorszości, niższości); mówi sobie, że chciałby tak, ale to poza jego zasięgiem (umniejszanie swoim możliwościom) i ogólnie cały dialog wewnętrzny odbywa się z pozycji braku.

A wystarczy spojrzeć na siebie i na idola z pozycji człowieczeństwa. Takiej, gdzie każdy jest równy i różny jednocześnie.

Zdając sobie przy tym sprawę, że ten człowiek po drugiej stronie ma swoje emocje, ma swoje obawy, cele, ambicje oraz wyzwania czy problemy z którymi się zmaga. I to w cale nie jest powiedziane, że łatwo mu jest patrzeć w lustro, bo może on czasem – jak my wszyscy – wstydzi się wielu swoich wyborów i działań.

To podejście mi osobiście pozwala budować ciekawe relacje z ludźmi, których ogląda się w telewizji – bez konieczności wrzucania z nimi fotek na insta i pompowania wizerunku, który nie jest mną.

ZASTANÓW SIĘ NAD TYM GŁĘBIEJ…

Kogo w świecie biznesu lub show-biznesu podziwiasz w taki sposób, przez który sama sobie odbierasz prawo stworzenia własnej definicji sukcesu i życia tą definicją?

Na podstawie jakiej roli i jakich schematów działania powiedziałaś sobie, że to poza Twoim zasięgiem? Że też byś tak chciała, ale nie masz takich zasobów?

Czy zdajesz sobie sprawę, że te podświadome porównania odbierają Ci siłę kreacji, zanim w ogóle się rozpędzisz?

Możesz się wzorować i inspirować – jednocześnie będąc sobą.

Możesz uznawać jednocześnie kogoś za jego sukcesy; i siebie za swoje sukcesy – choć inaczej rozumiane i inaczej zmaterializowane.

Możesz przestać starać się o uznanie w oczach innych i w końcu skupić się na uznaniu wewnętrznym – tym najważniejszym, jakiego Ci trzeba na koniec dnia. Bo tylko to uznanie zawsze będzie dla Ciebie niewyczerpaną siłą napędową do kolejnych działań w kierunku Twojego sukcesu.

Możesz być idolem dla siebie samej i to w zupełności wystarczy. Dzięki temu ten idol, którego od dawna chciałaś poznać też uzna Cię za równego sobie. Bo poczuje, że nie jest ani gorszy, ani lepszy od człowieka, który stoi naprzeciwko.

Kult idola to pułapka umysłu o dwóch różnych końcach.

Z jednej strony stawiasz się w pozycji gorszego od kogoś, kto z pozoru ma coś, czego Ty chcesz. Z drugiej – możesz też nieświadomie wejść w rolę guru. A w tej roli to Ty będziesz chciała utrzymać w oczach innych jakiś wyimaginowany obraz siebie. Odbierając sobie możliwość bycia sobą – w pełni autentyczną, bez masek.

Całą pracę zacznij od świadomego stworzenia własnych definicji szczęśliwego życia dla każdej ze sfer. I pamiętaj, że nie ma definicji ani gorszej, ani lepszej od innej. Ja mam prawo do swojej i Ty masz prawo do swojej, więc nie trać czasu na ocenianie, czyja jest lepsza czy bardziej moralna. Przez to sama zabierasz sobie siłę do szczęśliwego życia według swojej definicji.

Gdy już te definicje będą z Tobą w pełni rezonowały, jest sens zacząć je ugruntowywać. A możesz to zrobić tylko przez działanie. Każde odstępstwo od Twojej definicji będzie skutkowało potrzebą podjęcia kroków wstecz.

Inspiruj się i pozostań sobą. I szukaj ludzi, którzy będą wspierać Cię na Twojej drodze do realizacji marzeń czy celów – ale jednocześnie nie będą Cię zmieniać, tylko pomogą Ci stać się jeszcze bardziej sobą. To najlepsze, co możesz dla siebie zrobić i co możesz dać światu.

Sukcesów!
Honorata

P.S. Jeśli masz wizję na rozwój Twojej marki osobistej i potrzebujesz wsparcia na drodze rozwoju, szczególnie pod kątem strategicznego działania w kierunku zbudowania stabilnych zysków – napisz do nas. Możemy Cię w tym wesprzeć na wiele sposobów. Szczegóły pod mailem: [email protected]